piątek, 18 sierpnia 2017

Przybywa z Przeprosinami i Midosiem

Witajcie!

Wybaczcie, że znów nie było nas tak długo, ale załapałyśmy się do sezonowej pracy i nie miałyśmy dostępu do internetu - nad czym bardzo ubolewamy. Teraz już jesteśmy w domu, więc posty będą dodawane regularnie. Jako, że ostatnio mam wenę bardziej do Midorimy i Czytelniczek/ków, to poniżej wstawiam kolejną część.

***

Gdy kończyłam liceum – czyli dokładnie dwa lata po tym, gdy ja i Midorima zaczęliśmy się spotykać – już było jasne, że weźmiemy ślub zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Koleżanki z klasy nie raz mi z tego powodu zazdrościły. Wśród nich była między innymi Jinko, która też sobie ostrzyła zęby na moją marcheweczkę – głównie dlatego, że jasnym było, że zostanie lekarzem, a to oznaczało życie na wysokim poziomie. Midorima zwykle kazał mi ją ignorować, ale ja nie byłam w stanie zachować takiego spokoju, więc zwykle kończyło się kłótnią. Tak samo było w dzień, gdy żegnaliśmy nasze klasy. Mój – oficjalnie już – narzeczony miał po mnie przyjść, gdy impreza się skończy, ale mniej więcej w środku zabawy dostałam od niego sms-a.

         MARCHEWKA: NIE MOGĘ PRZYJŚĆ, MAMA UPARŁA SIĘ NA PRZYMIARKĘ GARNITURU
         JA: OK, NIC SIĘ NIE STAŁO

Szturchnęłam w ramię mojego wychowawcę, który zaoferował, że odwiezie tych uczniów, którzy nie marzyli o nocnym spacerze.
-Sensei, czy mógłby mnie pan też podrzucić do domu?
-A nie miał po ciebie przyjść twój ukochany Shintaro? – zapytała Jinko.
-Ma teraz przymiarkę garnituru – odpowiedziałam.
-Albo planuje ucieczkę.
Zmrużyłam oczy.
-Spodziewałabym się tego, gdyby ktoś zmusił go do ślubu z tobą, ale dzięki bogom oświadczył się mnie.
No dobra, to ja się oświadczyłam. Łaziłam za nim przez miesiąc, aż w końcu się zgodził – a i tak zdecydował się dopiero wtedy, gdy Takao zagroził, że ukradnie mu jego szczęśliwy przedmiot na tamten dzień. Trochę szkoda, że przyszło mi go zdobyć szantażem, ale on w życiu by się nie zdecydował.
-Dzięki bogom? To tylko litość Mido-chan! – prychnęła Jinko.
-Nie-nazywaj-mojego-faceta-Mido-chan – wycharczałam przez zęby.
-Dziewczęta, spokojnie – przerwał nam sensei. – I tak, odwiozę cię do domu.
-Dziękuje – odparłam. Akurat w tym momencie mój telefon ponownie się odezwał, ale to nie sms, a połączenie przychodzące. Na ekranie mojego telefonu pojawiło się zdjęcie Midorimy przed Uniwersytetem Tokijskim (na który się dostał i gdzie uczył się już drugi rok).
-Przepraszam – rzuciłam, odchodząc od stołu. Odebrałam, gdy wyszłam na korytarz. – Tak, słucham?
-Masz z kim wrócić do domu? Bo mogę poprosić tatę, żeby po ciebie przyjechał.
-Nie trzeba, Satoshi-sensei mnie odwiezie.
-Będzie z wami ktoś jeszcze?
-Tak, jeszcze kilka osób.
-O której będziesz w domu?
-Nie wiem, koło dwudziestej pierwszej.
-Zadzwoń, gdy impreza się skończy i gdy dotrzesz do domu. Autem nie powinno wam to zająć więcej niż pół godziny.
-Midorima, czy ty się o mnie martwisz?
-Wcale nie – prychnął. – Po prostu mnóstwo pieniędzy włożyliśmy w organizację ślubu, więc marnotrawstwem byłoby, gdyby ktoś cię zamordował.
Martwił się. I to bardzo.
-Dobrze, marcheweczko. Zadzwonię.
-Nie jestem marchewką, nanodayo.
-Jesteś. Zadzwonię potem.
-Mhm.
Rozłączyłam się i wróciłam do reszty grupy. Ktoś włączył karaoke i teraz sensei śpiewał razem z paroma osobami z klasy opening jakiegoś anime. Zachichotałam, słysząc próbę nauczyciela, żeby nie brzmieć jak zarzynane prosię.

Zgodnie z moimi przewidywaniami impreza skończyła się koło dziewiątej wieczorem. Sensei odwiózł nas wszystkich i tak się złożyło, że ja zostałam ostatnia.
-Ach, zapomniałem zapytać. Odwieźć cię do twoich rodziców, czy narzeczonego.
No cóż, powinnam powiedzieć, że do rodziców, ale skoro moja ukochana marcheweczka tak się o mnie martwiła, to uznałam, że mogłabym go odwiedzić.
-Do Midorimy, proszę – powiedziałam i uśmiechnęłam się przy tym. Sensei tylko skinął głową i zawiózł mnie w odpowiednie miejsce.
Wysiadłam z samochodu nauczyciela, podziękowałam i szybko udałam się do domu Midorimy. Po zapukaniu do drzwi otworzyła mi jego mama ubrana w szykowną sukienkę.
-Och, to ty, złociutka! Wejdź, proszę.
-Dobry wieczór – powiedziałam, wsuwając się do środka. – Jak przymiarki garnituru?
-Hm? Nie było żadnej przymiarki.
-Nie? Midorima mówił, że nie może mnie odebrać, bo ma przymiarkę garnituru.
-Nie. Shin-chan cały wieczór spędził z Takao w pokoju. Teraz też tam są i coś knują.
-Knują?
-Tak. Naradzają się jak przed bitwą.
-Etto… No cóż, podskoczę do nich i zobaczę, co robią, dobrze?
-Oczywiście, skarbie.
Nim jednak poszłam do pokoju Shintaro postanowiłam do niego zadzwonić i zapytać, jak idzie mu przymiarka.
-Tak? – odezwał się po drugiej stronie linii.
-No hej, jestem już w domu.
-A, dobrze.
-A jak przymiarki?
-Nieźle. Mam ciut za długie nogawki.
-Mhm… Spotkamy się jutro?
-Tak, przyjdę po ciebie, dobrze?
-Jasne. Gdybyś nie chciał się konfrontować z moim tatą to kończy pracę koło piętnastej, więc możesz wpaść szybciej.
-Dobrze. Muszę już kończyć.
-Dobrze, kocham cię.
-Mhm, pa. – Rozłączył się, a ja zachichotałam. Zawsze panikował, gdy wyznawał mu miłość.
Pokręciłam głową, a potem poszłam do pokoju Shintaro, który znajdował się na piętrze. Drzwi były uchylone, dzięki czemu usłyszałam głos Takao.
-Nie no, bez jaj… Nie robiliście jeszcze t e g o?
No cóż… Prawda.
-Zamknij się. Nie każdy musi o tym słyszeć.
-Ani się nie pieściliście – kontynuował Takao, jakby nie słyszał wypowiedzi mojego przyszłego męża.
-Nie.
Smutna prawda.
-Ani nie całowaliście?!
Okrutna prawda.
-I do tego nie miałeś jaj, żeby się jej oświadczyć! – wrzasnął Takao.
A tego sobie nie przypominam.
-Czy ty ją naprawdę kochasz? – zapytał Takao.
-C-co?
No właśnie! Co?!
-Dobrze słyszałeś. Ta dziewczyna się o ciebie stara, kocha cię, to ona poprosiła o rękę ciebie, a ty nawet nie powiedziałeś jej, że ją kochasz… Jeżeli tak ma to wyglądać to odwołaj to i pozwól jej znaleźć sobie kogoś, kto ją pokocha.
Moje serce ścisnęło się. Nawet się nie waż, Midorima Shintaro…
-Oczywiście, że ją kocham, nanodayo. I miałem się jej oświadczyć i nawet kupiłem pierścionek, ale…
-Ale?
-Ale ukryłem go w szczęśliwym przedmiocie, który chciałeś mi ukraść, nanodayo! – zawołał Midorima.
O, wow…
-O… Głupio wyszło.
-Co ty nie powiesz, nanodayo?
-No… Musimy to naprawić! – oznajmił dumnie Takao. – Musimy zorganizować coś z pompą, żeby poczuła, że ją kochasz.
-Aha… Łatwo ci mówić.
-Oświadczysz się jej raz jeszcze… Znaczy pierwszy raz. Zaprosisz na kolację, potem poprosisz o rękę i pójdziesz do jej ojca po błogosławieństwo. Będzie zachwycona. I MUSISZ POWIEDZIEĆ JEJ, ŻE JĄ K O C H A S Z , jasne?
-Mhm… Jak słońce.
-No i pocałowałbyś ją w końcu. Ta dziewczyna chyba ma boską cierpliwość, chociaż kto wie, czy jakiś bożek nie szykuje się, żeby cię walnąć, bo zasłużyłeś.
Midorima nie odpowiedział, a ja uznałam, że to dobra pora, żeby się wtrącić. W końcu Takao by mi go zadręczył tymi wszystkimi wyrzutami.
-Hej, chłopcy – rzuciłam, wchodząc do pokoju. Zupełnie jakbym ich nie podsłuchiwała. Obaj zamarli, patrząc na mnie.
-Co tu robisz? – spytał Midorima, który otrząsnął się ciut szybciej.
-Cóż… Wpadłam w odwiedziny, żeby nakryć cię na kłamstwie. Naprawdę, kochanie… Jeżeli byłeś umówiony z Takao, mogłeś mi powiedzieć. Przecież bym się nie gniewała – powiedziałam.
-Ja… Uhm…
-Ja już może pójdę – oznajmił Takao. – Nie będę wam przeszkadzać.
-Ależ nie przeszkadzasz. Poza tym to ja jestem nieproszonym gościem, więc ja powinnam pójść.
-Nie, zostań – poprosił Midorima i złapał mnie za rękę. – Takao już wychodził.
-Tak, dokładnie – potwierdził chłopak. Chwycił swoją torbę z podłogi i wyleciał z pokoju jak strzała.
-Hm… Strasznie mu się spieszyło – mruknęłam.
-Pewnie liczy na to, że moi rodzice podwiozą go do domu przed wyjściem do teatru.
-Twoi rodzice wychodzą?
Skinął głową.
-Chciałabyś dziś u mnie zostać?
-Ach… uhm…
-Mam na myśli tylko sen – sprostował od razu. – Chcę, żebyś ze mną była.
Uśmiechnęłam się ciepło.
-Przecież tu jestem.
-Nie, chodzi mi o to… Nie chcę, żebyś była tu tylko dziś w nocy, ale zawsze. Chcę dzielić z tobą każdą chwilę mojego życia, dlatego… Zostań moją żoną, dobrze?
Uniosłam brwi. Kompletnie go nie rozumiałam.
-Przecież weźmiemy ślub. Za tydzień.
-Nie. To będzie tylko licha ceremonia, na pokaz. Zostań moją żoną już teraz… Nie, teraz urząd jest zamknięty. Jutro. Zostań moją żoną jutro.
-Shintaro…
-Zrobisz to dla mnie?
Kiwnęłam głową.
-Tak, oczywiście, że tak, ale… Dlaczego teraz?
-Takao mi to uświadomił. Gadał, że powinienem ci się oświadczyć, przy kolacji, przy świecach… I zasługujesz na to, zasługujesz na najwspanialsze oświadczyny i na najpiękniejszy ślub, ale najbardziej z tego wszystkiego należę ci się ja i przed całym tym ceremoniałem chcę już być jedynym mężczyzną w twoim życiu.
-Jedynym do czasu, gdy urodzę pierwszego synka – sprostowałam. – No i jest jeszcze mój tata… Shintaro?
-Tak?
-Na pewno jesteś gotowy na to małżeństwo?
Uśmiechnął się i skinął głową.
-Oczywiście. Od dnia, gdy cię poznałem. Odliczałem sekundy, które zbliżały nas do tego dnia.
Tsundere-romantyk.
-Dlaczego?
-Ponieważ cię kocham i będę kochał aż do śmierci.

Uśmiechnęłam się. W końcu, po dwóch latach, Midorima Shintaro wyznał mi miłość.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Z Okazji Dnia Dziecka

Ponieważ Dzień Dziecka za nami, uznałam, że yaoistki też zasłużyły na prezent i może raz jeszcze chciałyby się wcielić w rolę dziewczyny Midorimy. Jeżeli tak, to zapraszam!

***

Mimo tego, że byłam dziewczyną Midorimy od prawie pół roku nie zmieniły się dwie rzeczy – nie rozmawiał ze mną w szkole i wciąż nie poznał mojej rodziny. To pierwsze było wynikiem jego decyzji, drugie – mojej. Naprawdę, lepiej dla niego, żeby nie poznawał mojego taty. O ile tylko temat w domu schodził na to, że kiedyś jest możliwość, że znajdę sobie męża, ojciec oznajmiał, że żaden mężczyzna nie jest mnie godzien.
Dlatego miałam zamiar przygotować rodzinę i co najważniejsze Midorimę na moment, gdy przyjdzie im się poznać, ale jak zwykle cały mój plan poszedł w łeb i musiałam improwizować. A wszystko to przez mamę Midorimy, która dzień wcześniej zadzwoniła na mój telefon domowy, bo jej syn za żadne skarby nie chciał dać jej mojego numeru komórkowego. Siedziałam sobie akurat spokojnie w salonie i grałam z tatą w warcaby. W międzyczasie co jakiś czas zerkałam w telewizor, bo leciała jedna z moich ulubionych dram. Wtedy zadzwonił telefon, który odebrała mama. Dyskutowała tak beztrosko, że byłam pewna, że któraś z jej koleżanek… A potem odłożyła słuchawkę na widełki, podparła się pod boki i spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
-Młoda damo, możesz mi powiedzieć, dlaczego dowiaduję się dopiero teraz?
-Eee… A o czym, mamo?
-O tym, że masz chłopaka!
Na twarz taty od razy wpłynął kolor purpury, a ja przełknęłam ślinę. Czy ktoś nie ma odsprzedać dwóch biletów do Meksyku?
-No cóż… Ale jakiego chłopaka?
-Dzwoniła Midorima-san, bo zapomniałaś piórnika z ich domu i przy okazji uznała, że może nas zaprosić na ciasto.
Zaśmiałam się nerwowo.
-No cóż… Etto… Tak jakoś wyszło.
-Tak wyszło? – przemówił ojciec z miną kata przed egzekucją. – Tak wyszło, że nie wspomniałaś o tym, że jakiś szczyl się koło ciebie kręci?
-Nie nazwałabym go szczylem… Po prostu… Czekałam na odpowiedni moment, żeby wam to wyjawić.
Twarz taty z purpury przeszła w mocny odcień sinego.
-I kiedy miał być ten dobry moment?
Najlepiej nigdy – pomyślałam.
-Nie wiem, niedługo.
-No to masz swój dobry moment. Jutro ma się wstawić u nas na kolacji?
-Ale… Tato!
-Żadnego „ale”, jutro o ósmej, na kolacji. Wyrażam się jasno?
-Tak, tato – mruknęłam.
Tak też nie miałam wyjścia i na długiej przerwie wstawiłam się w klasie Midorimy. Nie przyjął tego ze zbyt wielkim entuzjazmem… Nie żeby kiedykolwiek się entuzjazmował.
-Etto… Midorima-senpai mogę cię prosić na słówko?
Poprawił okulary, a potem wstał od ławki i wyszedł na korytarz. Odeszliśmy kawałek od jego klasy i schowaliśmy przed wścibskim Takao, który za cel postawił sobie stalkowanie mojego związku (a to ja tu jestem jedyną z licencją stalkera!).
-O co chodzi? – spytał.
-Etto… Twoja mama wczoraj dzwoniła i, etto, moi rodzice chcieliby cię poznać. Dziś najlepiej.
-Nie mam dziś czasu. Trening…
-Midorima-senpai, oni żądają twojego pojawienia się dziś na kolacji. O ósmej. Prawdopodobnie nie wyjdziesz z tego żywy, ale spokojnie, ostatnio zapisałam się na kurs pierwszej pomocy.
-To mnie w żaden sposób nie pociesza. Chyba sam się będę reanimował w razie wypadku.
-To nie będzie wypadek a zaplanowane morderstwo! Czy ty w ogóle się nie przejmujesz?!
-Nie.
-A rozumiesz chociaż powagę sytuacji?
Przekrzywił lekko głowę, a jego okulary zsunęły mu się z nosa.
-Jeżeli chcesz to mogę poprosić Akashiego o wsparcie.
-Akashiego… Z Rakuzan?
-Tak. Wolałbym się z nim nie kontaktować, ale jeżeli by cię to uspokoiło to mógłby go ściągnąć. W najgorszym wypadku wyglądałbym jak Van Gogh… Albo Murasakibara. Jeżeli upieczesz mu ciasteczka, sprzeda ci duszę.
-Etto… Trzymaj ich w pogotowiu, dobrze?
Westchnął.
-Dobrze. A więc o której ta kolacja?
-O ósmej, dziś, w moim domu.
-Dobrze. Zjawię się na czas.
-Na pewno?
-Tak, oczywiście. Mogę już iść, czy masz do mnie jeszcze jakąś sprawę?
-Nie, to wszystko.
-W takim razie już pójdę. – Odwrócił się bez słowa i wrócił do klasy.

Przez całe popołudnie i wieczór siedziałam jak na szpilkach i jedynie nasłuchiwałam dźwięku ostrzenia noży przez mojego tatę. Niestety – to po nim odziedziczyłam słabość do hazardu i jeszcze wyjdzie na to, że namówi go do zakładu o nasz związek, Midorima przegra, a ja skończę jako panna z kotami.
W końcu wybiła ósma i po domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Przełknęłam ślinę, gdy zobaczyłam, że tata cały w skowronkach otoczonych aurą shinigami ruszył, aby otworzyć. Myślę, że w innych okolicznościach byłabym zachwycona widokiem mojego chłopaka w garniturze, ale tym razem mogłam tylko myśleć o zbliżającym się Armagedonie.
-Dobry wieczór, nazywam się Midorima Shintaro – przedstawił się.
-Tak, wiem, kim jesteś – odparł mój tato z morderczym spokojem.
-Miałem się dziś zjawić – dodał.
-Tak, wejdź śmiało. – Midorima pewnym krokiem wszedł do środka, ściągnął buty, a potem za moim ojcem ruszył w głąb domu.
-Cześć – przywitałam go.
-Cześć – odparł i poprawił okulary. – Nanodayo.
-Stresujesz się?
-Nie, w najmniejszym stopniu.
-Dlaczego?
-Czy jeżeli twoi rodzice mnie nie polubią, przestaniesz darzyć mnie tak silnymi uczuciami?
-Nie, oczywiście, że nie!
-W takim razie, dlaczego mam się bać? To na twoich uczuciach mi zależy, nie innych, nanodayo.
-Midorima-senpai…
Weszliśmy do kuchni, gdzie czekała już mama ubrana w piękną fiołkową sukienkę.
-O jeju, ale z ciebie przystojniaczek! – powiedziała.
-Nie schlebiaj mu – burknął tata.
-Oj, kochanie, nie przesadzaj. Proszę, usiądźcie i częstujcie się jedzeniem.
Tak zrobiliśmy, chociaż jedli głównie tata i Midorima – i to nie dlatego, że my z mamą nie miałyśmy ochoty. Po prostu tato urządził nieoficjalny konkurs na jedzenie i walił na talerz ogromne porce sobie i mojemu chłopakowi.
Naprawdę, czy nikt nie ma biletów do Meksyku na zbyciu? Rosji? Wyspy Owcze? Cokolwiek?
Jednakże musiałam oddać Midorimie, że grzecznie przyjmował kolejne milczące wyzwania, nawet jeśli za każdym razem przegrywał z kretesem. No i w międzyczasie odpowiadał na pytania mojej mamy.
-A więc, Midorima, czym się zajmujesz?
-Jestem uczniem liceum.
-Ile masz lat?
-Osiemnaście.
-Jaki masz znak zodiaku?
-Rak.
-Urodziny?
-Siódmy lipca.
-Masz jakieś hobby?
-Sport.
-Idziesz na studia?
-Tak.
-Na jaki kierunek?
-Medycyna.
-Na jakim uniwersytecie?
-Tonan.
-Jesteś dobrym uczniem?
-Najlepszym w klasie.
-Jak nie w szkole – wtrąciłam.
-Więc czemu nie pójdziesz na inny uniwersytet? – spytał tata.
-Moi rodzice woleliby, żebym poszedł na Uniwersytet Tokijski, ale doceniają mój punkt widzenia.
-A jaki jest twój punkt widzenia?
-Państwa córka wybiera się na Uniwersytet Tonan i poprosiła mnie, żebym i ja tam kandydował.
Rzeczywiście tak było, ale nie miałam pojęcia, że chciał wybrać Uniwersytet Tokijski. Osobiście nie miałam najmniejszych szans się tam dostać, chociaż to byłby ogromny zaszczyt. W końcu to tak dobra szkoła, moi przyszli pracodawcy byliby zakochani w moim CV. A ja durna namówiłam miłość mojego życia do rezygnacji z tego!
Muszę wybić mu z głowy Tonan! Nie mogę pozwolić mojemu mężczyźnie rezygnować z takiej szansy!
-Jeżeli jesteś tak bardzo łatwy do zmanipulowania i nie chcesz iść na najlepszy uniwersytet, to znaczy, że nie zdołasz zapewnić mojej córeczce godnego życia. Nie jesteś dla niej dość dobry – oznajmił mój ojciec. Od razu poczułam, że krew odpływa mi z twarzy, a biorąc pod uwagę spowolnioną akcję mojego ukochanego serduszka, powinnam tam paść trupem.
-Tato! – zawołałam. Naprawdę, kochałam mojego ojca. Uwielbiałam spędzać z nim czas i doceniałam, że do teraz pomagał mi z matematyką, która była moją piętą Achillesa, ale u diabła, wtedy chciałam mu walnąć.
-Tylko wyrażam moją opinię – usprawiedliwił się.
-W takim razie pozwoli pan, że teraz wyrażę moją opinię – warknął Midorima. – Mogę udowodnić w każdej chwili, że jestem godzien pańskiej córki, ale to tylko i wyłącznie jej decyzja, czy nie odeśle mnie z kwitkiem. Może mnie pan uznać za nieudacznika i słabą osobę, ale kompletnie nie interesuje mnie pańskie zdanie. – Wstał od stołu i wyszedł. Nawet się dureń nie pożegnał. Chyba nawet nie ubrał butów, bo w kilka sekund rozniosło się trzaśnięcie drzwiami.
Spojrzałam na ojca, piorunując go wzrokiem.
-Ja… Jestem wściekła – oznajmiłam.
-To tylko dla twojego dobra.
-Dla mojego dobra rozwalasz mój związek?
-Sama pomyśl…
-Nad czym? Sam ukończyłeś Tonan i żyje nam się świetnie, więc czemu jesteś taki ostry dla niego? – Otarłam łzy z twarzy, które niespodziewanie zaczęły płynąć po moich policzkach. – Kocham go i teraz do niego pójdę i… i… Będę z nim, czy tego chcesz, czy nie! A jak tylko skończymy szkołę to mam zamiar zostać jego żoną!
-Co proszę? – zawołali rodzice jednocześnie. No tak, szybki ślub mógł wyprowadzić ze stanu spokoju każdego rodzica… No, może poza rodzicami Midorimy. Jego ojciec jest tak przerażony ewentualny homoseksualizmem syna, że chce jak najszybciej znaleźć mu żonę, a jego matka po prostu kocha śluby.
-To co słyszeliście. Wygrałam zakład, Midorima jest mój i weźmie ze mną ślub. Tyle. A teraz żegnam, nie wiem kiedy wrócę.
Wybiegłam z domu z taką samą prędkością co Shintaro, korzystając z tego, że moi rodzice byli w niemałym szoku. W locie porwałam buty i ubrałam je, dopiero będąc ulicę dalej. Potem poszłam na uliczne boisko, którego Midorima używał, żeby trenować po lekcjach. Domyśliłam się, że tam pójdzie, bo nawet nie mając, czym grać, lubił tam przebywać. Tym razem też tak było. Zajmował się swoimi osławionymi rzutami z trzy punkty, ale zamiast piłki używał puszki po napoju.
-Midorima-senpai? – odezwałam się. Odwrócił się w moją stronę i wbił we mnie beznamiętne spojrzenie.
-Po co tu przyszłaś?
-Uznałam, że nie chcesz być teraz sam.
Wzruszył ramionami.
-Bez różnicy.
-Midorima…
-Mówiłem ci, że się nie przejmuję – warknął.
-A ja mówię, że nie stalkuję cię od kiedy pamiętam, ale oboje wiemy, że to nieprawda. – Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego. Objął mnie mocno, więc zaciągnęłam się zapachem jego perfum.
-Kocham cię, Midorima-senpai – oznajmiłam. Podniosłam na niego wzrok. – I niezależnie od tego, co mówią inni, jesteś jedynym, który mógłby być mnie godzien.

Midorima spojrzał na mnie, uśmiechnął się delikatnie, ale nic nie powiedział. Zresztą nie musiał nic mówić. Doskonale wiedziałam po czym rozpoznać, że tsundere cię kocha, a Midorima Shintaro był niezaprzeczalnie zakochany w mojej osobie.

piątek, 2 czerwca 2017

Zapach Wanilii - Rozdział 10




-Ej, człowieku z żelaza[1], co powiesz na wyjście dziś na miasto? – spytał Kagami, po czym wepchnął sobie łyżkę płatków śniadaniowych do ust.
-Nie mam ochoty – mruknął Kuroko.
-A może jednak byś poszedł – mruknął Akashi. – Przyda ci się odrobina świeżego powietrza.
-Jesteś tutaj już tydzień i w ogóle się stąd nie ruszasz. Serio, stary, przyda ci się odrobina rozrywki.
-Nigdy nie sądziłem, że to powiem Kuroko, ale ten głupkowaty rudzielec ma rację. Powinieneś z nim iść.
Tetsu rzucił zezłoszczone spojrzenie w stronę ducha, ale Akashi jak zawsze w takich sytuacjach zignorował go.
-Nie rób min, tylko się zgódź… Nie zgadzaj się, gdy zaproponuje ci seks, narkotyki i małżeństwo. Spacer nie powinien być groźny. No, ewentualnie podczas spaceru mógłby cię ktoś zgwałcić, ale będzie cię bronić ten dryblas, a gdyby sam miał na coś ochotę, to nie musiałby cię wyciągać z domu.
Czasem Kuroko chciał kazać mu się zamknąć, ale bał się, że jeżeli to zrobi, to Akashi go posłucha i zniknie, a drugi raz chyba nie wytrzymałby takiej straty. Bądź co bądź trzymał się jeszcze tylko dlatego, że miał go przy sobie w takiej formie.
-No, nie daj się prosić.
Tetsuya westchnął i kiwnął głową.
-Dobrze – zgodził się. – Ale niedługo. Nie jestem wielbicielem zabaw na świeżym.
-Mam ochotę zarzucić ci kłamstwo, ale rzeczywiście – domator z ciebie.
-Jasne. W zasadzie to dzieciaki z tutejszego liceum mają dziś mecz kosza i pomyślałem, że moglibyśmy go obejrzeć.
-No tego mu chyba nie odmówisz? Kochasz koszykówkę!
-Tak… Lubię kosza, Kagami-kun.
-Super. A potrafisz w to grać?
-Grywałem czasem ze znajomymi. W liceum nawet należałem do drużyny, ale potem jakoś tak wyszło, że dorosłe życie zabrało mi więcej czasu.
-No nareszcie! – odetchnął Akashi. – W końcu wychodzisz z trybu zombie, kochanie. Jestem z ciebie dumny.
-Ja i mój kumpel też lubimy sobie czasem pograć. Jestem mistrzem wsadów – pochwalił się Kagami.
-Mój przyjaciel, Midorima, dobrze rzuca za trzy punkty. Zawsze zastanawia nas jak to robi, bo jest ślepy jak kret. [2]
-Pewnie wrodzony talent.
-Możliwe – przyznał Kuroko.
-Albo tylko udaje, że ma wadę wzroku, żeby nas zmylić. Wszyscy uważają, że to taki słaby, ślepy gracz, a potem trafia piłką do kosza na drugim kontynencie.
Kuroko nie mógł się powstrzymać i parsknął śmiechem.
-Co? Mam coś na twarzy? – spytał Kagami.
-Nie, po prostu… Po prostu Akashi twierdził, że to było takie fortele Midorimy. Udaje ślepego, żeby zmylić przeciwnika, a potem rzuca piłką na inny kontynent.
Taiga również się roześmiał.
-Czy Akashi był fanem teorii spiskowych?
-Nie wiem, ale brał pod uwagę różne możliwości.
-A w kosmitów wierzył?
-Twierdził, że wszechświat jest zbyt duży, żeby nigdzie nie narodziło się życie, ale nie wierzył osobom porwanym przez kosmitów.
-Gdybym ja był na cudzej planecie to guzik obchodziłoby mnie, kto tam żyje. Poznanie cudzej kultury wydaje się ciekawsze niż wsadzanie komuś sond między pośladki… Och, brzmię jak Aomine. Wiedziałem, żeby nie spędzać z nim tyle czasu.
Kuroko pokręcił głową.
-Też wierzę w kosmitów – stwierdził Kagami. – Ale mam nadzieję, że nie kradną krów. Z czego ja będę jadł hamburgery, gdy zabraknie mięsodajnych krówek?
-No cóż, najważniejsze to priorytety w życiu – westchnął Akashi.
Kuroko znów zachichotał. Nie mógł nie zgodzić się ze swoim mężem.




[1] To gra słów, ponieważ po japońsku tetsu oznacza żelazo

[2] Nie wiem jaką wadę wzroku ma Midorima, więc na potrzeby opowiadania go oślepiłam

czwartek, 25 maja 2017

Nowa rzecz

Ohayo!
Wiem, że to blog serwujący yaoi, ale zapewne zauważyliście, że jest tutaj też taka zakładeczka jak "KnB x Postać", no to już za momencik będziecie mogli sobie przeczytać pierwszy z nich. Enjoy!



Czytelnik x Midorima


Midormina Shintaro.
Lat 18.
195 centymetrów wzrostu.
79 kilogramów wagi.
Znak zodiaki – rak.
Grupa krwi – B.
Wiedziałam o nim wszystko – śmiało można mnie okrzyknąć stalkerem. Znałam jego nawyki, wiedziałam, że uwielbia fasolową zupę i nie cierpi kotów (trochę szkoda, bo ja je kocham). Wiedziałam też, że to beznadziejny przypadek tsundere, tak bardzo beznadziejny, że rodzice postanowili znaleźć mu żonę (mimo tego, że ma dopiero osiemnaście lat! W ogólne nie dają mi szans!).
Mimo tak beznadziejnego przypadku postanowiłam działać i zagrać o uczucia mojej obsesyjnej miłości, a wszystko przez te niespodziewane zaręczyny.
No cóż, nie miałam wyjścia, jeżeli pewnego dnia chciałam zostać panią Midorima. Czego to nie robi się z miłości?
-Midorima-senpai! – zawołałam za nim. Wracał akurat z treningu koszykówki.
-Tak, nanodayo? – Odwrócił się i spojrzał na mnie.
-Ja… uhm… Ja jestem w tobie zakochana – oznajmiłam.
-Aha…
-Dlatego mam propozycję. Jeżeli wygram z tobą w szkolnym konkursie biologicznym jutro, to pójdziesz ze mną na randkę.
-Nanodayo – mruknął, poprawiając okulary. – Masz marne szanse.
-Nie lekceważ mnie, Midorima Shinato! Jeżeli wygram, jesteś mój!
-Skoro i tak nie masz szans, to mi nie szkodzi. Dobrze, jeśli wygrasz, mogę nawet się z tobą ożenić.
-Trzymam cię za słowo.
Wzruszył tylko ramionami, a potem odszedł bez słowa, zostawiając mnie samą z moją bezkresną głupotą.
Jak ja mogłam go wyzwać do takiego zakładu? Chyba już prędzej pokonałabym go w kosza, niż w konkursie z biologii. Przecież był najlepszym uczniem… Z drugiej strony przygotowywałam się do tego konkursu pół roku! Nie poddam się i pokonam Midorimę Shintaro!

Kolejnego dnia przyglądałam się wynikom z niedowierzaniem. Byłam zdecydowanie nad Midorimą, a to oznaczało…
Midorima Shintaro będzie moim mężem!
A, no i to że musiałam być geniuszem. Test był tak niepoprawnie trudny, że większość czasu spędziłam łapiąc się za głowę.
Musiałam go znaleźć i to natychmiast. Tylko co on teraz robił… Teraz pewnie miał lekcję biologii (o ironio!), o ile nie pomyliłam jego planu lekcji.
Cała w skowronkach pobiegłam do klasy Midorimy i wpadłam do niej z prawdziwym rozmachem. Mój zielonowłosy ideał podniósł wzrok i spojrzał na mnie.
-Nanodayo, to ty?
-Wygrałam! – zawołałam.
-I?
-Pokonałam cię, Midorima Shintaro, a to znaczy, że wygrałam zakład.
-Racja. – Wstał od swojej ławki. – Takao, powiedz Akira-sensei, że musiałem pilnie wyjść – dodał w stronę kolegi. Potem podszedł do mnie, chwycił za dłoń i wyciągnął mnie z klasy.
-He, Midorima-senpai, gdzie idziemy?
-Do szpitala?
-Jesteś chory?
-Nie. Tam pracują moi rodzice.
-Po co do nich idziemy?
-Powinnaś ich poznać, skoro mamy wziąć ślub.
-He?! Ale… To znaczy, że mnie kochasz?
-W najmniejszym stopniu, ale jestem człowiekiem honorowym.
Zatrzymałam się, a Midorima nawet nie zwrócił na to uwagi, więc lekko nim szarpnęło.
-Co ty robisz, nanodayo?
-Chcę, żebyś coś do mnie czuł – oznajmiłam. – Nie chcę do niczego zmuszać, a po prostu mieć szansę, a twoje durne narzeczeństwo mi to uniemożliwia.
Poprawił okulary i mruknął „nanodayo”.
-Ile masz lat?
-Szesnaście.
-No to masz jeszcze dwa lata, żeby przekonać mnie do małżeństwa, ale jeżeli nie pójdziemy do moich rodziców, to Mori-san będzie moją żoną i nie będziesz mieć swojej szansy.
Wypuściłam powietrze z płuc i tym razem to ja pociągnęłam Midorimę za rękę.

Szczerze powiedziawszy w szpitalu omal nie zemdlałam, gdy szliśmy do jego rodziców – którzy specjalnie zgodzili się przyjąć nas w swoim gabinecie. Wydawali się naprawdę miłymi ludźmi, szczególnie jego matka, która ewidentnie była typem deredere.
-Shin-chan, coś się stało? – spytała.
-Tak – oznajmił z powagą. – Nie zostanę mężem Mori-san.
-Co? Dlaczego? – mruknął jego ojciec i poprawił okulary. To chyba jakiś rodzinny gest.
-Ponieważ to z nią się ożenię – powiedział i wskazał na mnie dłonią. – Nie mam zamiaru być z Mori-san, skoro mam dziewczynę.
-Ha, mówiłam ci, że on nie jest gejem! – zawołała pani Midorima, a potem mnie przytuliła.
-G-gejem, nanodayo? – parsknął Shinatro. – No naprawdę… Czy zwariowaliście na starość?
-Midorima-senpai, nie powinieneś tak odzywać się do rodziców – upomniałam go cicho, wyrywając się z objęć jego matki. – Przecież chcieli dobrze.
Chłopak ściągnął brwi i wbił we mnie swój wzrok.
-Uznają mnie za geja, więc szukają mi żony?
-Mori-san jest lesbijką, ale potrzebuje męża, więc pomyśleliśmy, że…
-Starczy – przerwał swojej matce. – Wystarczy, nim doszczętnie utracę wiarę w ludzkość. – Pokręcił głową, a potem chwycił moją dłoń i wyciągnął mnie z gabinetu.
Miałam dwa lata, żeby go w sobie rozkochać i miałam zamiar tego dokonać. O wiele bardziej martwiło mnie to, że w końcu to ja będę musiała go przedstawić mojej rodzinie. Przecież tata go zamorduje!
-Etto… Midorima-senpai?
-Hm?
-Co powiesz na randkę jutro?
Skinął głową.
-Ale dopiero po treningu. Nie mogę ich opuszczać.
-Tak, wiem. Oczywiście. Dziękuję, Midorima-senpai.

W odpowiedzi wzruszył tylko ramionami.

czwartek, 18 maja 2017

WIELKI POWRÓT

Witajcie po maturach - a to znaczy, że wracamy z Kurosiem i to regularnie! Teraz zapraszam Was na kolejny rozdział Zapachu Wanilii, który możecie znaleźć tutaj.


sobota, 22 kwietnia 2017

Chwilowe Zawieszenie

Wybaczcie, że tyle czasu nic nie wstawiamy, ale jesteśmy dosłownie dwa kroki przed maturami, więc cała wena odeszła, dlatego po 15 maja blog wróci z pełną parą! A ci z was, którzy chcą poczytać coś naszego to zapraszamy jeszcze tutaj: KLIK lub tutaj: KLIK

Gdyby ktoś był ciekaw o czym to opowiadanie jest to wstawiam link do trailera: